Archive for Grudzień, 2012

Między środowiskami akademickimi krąży wiele słynny legend czy plotek, najsłynniejsza to chyba ta z tak zwaną „misją na Marsa”, ale istnieją też bardziej prawdopodobne przekazywane z pokolenia na pokolenie sposoby radzenia sobie w trudnych czasach studenckich. Mam tu na myśli słynne głodowanie żaków, czyli jak odżywia się przyszła elita narodu. Jednym z najbardziej znanych dań, które swoją historią okrążyło niemal całą Polskę jest tak zwana kanapka z serem. Niby nic niezwykłego? Nie, ta kuchnia jest wyjątkowa, bo składnikami tej potrawy są : chleb i keczup. Tak, keczup, którym piszemy po chlebie napis „ser”.  Dobrym sposobem na studenckie przetrwanie w ciężkich warunkach są parówki gotowane… w czajniku bezprzewodowym.  Równie znana jest w tych kręgach jajecznica, ale nie taka zwykła, lecz składająca się z najtańszych… chipsów! Uwierzcie mi, studenci tak jedzą. Przy okazji jajecznicy krąży też pewien dowcip z przepisem na właśnie tę potrawę po studencku, a brzmi „otwórz lodówkę, podrap się po jajkach, zamknij lodówkę” – może i dość wulgarny, ale bardzo dobrze odzwierciedla nawyki żywieniowe (albo ich brak) u studentów. Co zatem jeśli już jedzą nasi pogrążeni w otchłaniach nauki bracia? To co najszybsze i najtańsze. Czyli przede wszystkim różne wariacje zupek chiński – na przykład z dodanym „własnym” makaronem czy inne puszki typu pasztety czy konserwy, a także wspomniane wcześniej parówki. Oczywiście te tanie, kupowane w hurtowej ilości. W przypływie gotówki (stypendium, przelew od rodziców) , a właściwie w pierwszych ich dniach student wybiera się „zjeść na mieście”, najczęściej jednak decyduje się na – z przyzwyczajenia – tanie bułki z frytkami czy fryt burgery.

Nieraz słyszymy, gdy dookoła nas ktoś rzuca hasłami o pustych kaloriach, co to tak naprawdę jest i dlaczego powinny zniknąć lub też nie z naszej kuchni?  Najprościej mówiąc są to takie produkty lub dania, które posiadają bardzo duże ilości kalorii w sobie, lecz bardzo niewielkie ilości wartości odżywczych, czyli przede wszystkim brakuje w nich białka czy węglowodanów, pełne są za to cukrów i tłuszczy. Chociaż z tymi węglowodanami to nie tak do końca, gdyż takie potrawy też często je zawierają, ale to są te „gorsze”, gorzej przyswajalne dla naszego organizmu. Jedząc coś takiego mamy poczucie sytości, zazwyczaj też smakuje to nam niemal idealnie. Na przykład zjadamy kebab z mnóstwem sosu, który to właśnie jest takim podstawowym dawcą pustych kalorii.  O ile samo mięso czy ciasto lub bułka, w której znajduje się nasze danie nie jest jeszcze takie złe to właśnie mieszanka sosów czynią te danie bardzo kalorycznym, a co za tym idzie – sytym. Co zrobić, gdy bardzo lubimy kebab? Poprosić o możliwość zamówienia bez sosu, a dodać do niego na przykład trochę jogurtu naturalnego. Zastąpić w tak prosty sposób nie da się zupek chińskich – również idealnego przykładu takiego jedzenia, jedyna rada – róbmy wywar, jedzmy prawdziwe zupy. Na koniec zostawiłem sobie to co lubimy najbardziej, uwaga – parówki! Kusi nas ich cena, zazwyczaj niewielka za dużą ich ilość, zjemy ich kilka i jesteśmy najedzeni. Dopiero potem czytamy etykietę, która zwala nas z nóg – zawartość mięsa to ledwie 30-40%. Nie idźmy w ilość, kupmy lepsze parówki z zawartością mięsa np. drobiowego w graniach 70-80%, na pewno nasz organizm będzie szczęśliwszy.

Prawdy i mity o jedzeniu. Często się z nimi spotykamy w życiu codziennym, w niektóre wierzymy niemal tak samo jak w nieszczęśliwy piątek trzynastego czy czarnego kota, który przebiega nam drogę, a inne traktujemy z przymrużeniem oka. Pierwszy to taki, który mówi nam, że jeden mały pączek jeszcze nikomu nie zaszkodził. Owszem, nie umrzemy od tego, ale warto pamiętać, że owa słodkość to istna bomba kaloryczna. Poczynając od tego, że składa się jedynie z cukru i tłuszczu, czyli dwóch składników, których powinniśmy jeść jak najmniej, to taki początek zawiera aż 300 kalorii! To jest niebywałe, bo nieraz dobre śniadanie tyle nie ma, a co dopiero jeden malutki pączuś.  Dla przeliczenia, taki napływ kalorii można spalić na przykład biegając intensywnie 30 minut, mało? No to do dzieła! Następnym mitem jest tak zwane wypłukiwanie magnezu przez kawę – od razu mówię, że jest to i prawda i kłamstwo. Prawda, bo faktycznie, zachodzi takie zjawisko, ale kłamstwo dlatego, że odbywa się to dopiero po wypiciu ogromnej jej ilości, zatem dla zwykłego, szarego obywatela jest to bez znaczenia, bo nigdy tyle nie wypije. Mit ciepłego posiłku na obolały żołądek, brzuch – również trzeba obalić, gdyż nie wolno rozgrzewać na przykład rosołem organów wewnętrznych podczas, gdy nas bolą, powinniśmy po prostu pić dużo wody. I teraz coś przyjemniejszego mit o zdrowych rybach – jak najbardziej, potwierdzam. Ryby to nie tylko bogate źródło białka, ale też tłuszczów omega 3, które są równie istotne i zdrowe dla naszego organizmu, zatem – jedzmy ryby!

Czy jest w kuchni takie zjawisko jak niedopasowanie konkretnych elementów składowych dania? Czy można do kogoś powiedzieć „jak możesz to jeść, przecież to nie pasuje”?  Słyszeliście kiedyś coś takiego? Pewnie, a z czym to się wiąże? Ano zapewne z tradycją… jedzenia. Jedne rodziny gotują potrawy według swoich nawyków, a inne według… innych. Czasem ta sama potrawa smakuje inaczej, ale jest w teorii jednakowo nazwana. Zacznijmy może od bardzo popularnych w naszym kraju gołąbków. Widział ktoś żeby gołąbki jeść z … ziemniakami? Każdy dietetyk powie, że nie powinno się tak jeść, gdyż w tym daniu skrobię mamy już podaną – w ryżu. Rozwiązania należy szukać w sposobie podania tego dania albowiem niektórzy robią gołąbki, gdzie jest zachowana proporcja z dużą ilością ryżu, ale podają je „na sucho”, ewentualnie z keczupem, podczas gdy inni tego ryżu nakładają do kapusty mniej kosztem mięsa mielonego, ale za to w sosie. No i ziemniakami.  Z podobną sytuacją spotkałem się, gdy znajomy zaserwował bigos z…  makaronem. Równie abstrakcyjne na pierwszy rzut oka, ale przecież czasem zdarza nam się użyć bigosu jako „surówki” i jeść go z ziemniakami. Hm, te nasze nawyki. Przez podobne uprzedzenia dziwi ludzi na przykład jedzenie twarogu na słodko, nie potrafią zrozumieć jedzenia w innej postaci jak z cebulką. Albo kanapki z boczkiem i z serem – pomijając kaloryczność takiego rozwiązania – nie pasuje im to. A może po prostu powinniśmy jeść jak nam się podoba i jak nam smakuje? Bo niby dlaczego mielibyśmy zrezygnować z frytek z ziemniakami?

Sposób na najlepszą jajecznicę? Niby jedno z najprostszych dań,  o którym mówi się, że jest niemal tak prostą do zrobienia czynnością jak zaparzenie herbaty. Aczkolwiek znam i przypadek, kiedy ktoś taką wodę przegotował i przypalił czajnik. Bywa. Nie zmienia to jednak faktu, że jajecznica pozostaje tradycyjnym i niemal najczęściej serwowanym śniadaniem w Polsce. Z uwagi na swoje właściwości jest to też posiłek bardzo pożywny, zawierający niemal wszystkie potrzebne składniki do funkcjonowania, a więc dobra jajecznica to dobra kuchnia, która przy okazji da nam energię do przeżycia kolejnego poranku. Pierwsza wątpliwość zaczyna się w przypadku, kiedy musimy wybrać na czym będzie smażyć jajka. Wybory mamy trzy – masło, oliwa z oliwek lub tłuszcz zwierzęcy w postaci oleju lub smalcu. Jeśli wybierzemy na śniadanie same jajka to polecam smażyć na maśle, ale kiedy jednak chcemy sobie ową potrawę urozmaicić to użyjmy oliwy z oliwek. Tłuszcze zwierzęce z reguły nie są dobre, więc sięgajmy po nie w ostateczności. Czym zatem można dodatkowo ulepszyć swoją jajecznicę? Przede wszystkim jest to cebula, a do niej szczypiorek. To taki kanon jeśli chodzi o jajecznicę, ale można też pójść krok dalej i dodać trochę wędlin lub w najbardziej chyba smacznym przypadku  – boczku. Wszystko oczywiście trzeba podsmażyć zanim dorzucimy jajka. Oprócz tego dobrym dodatkiem są grzyby na przykład kurki lub pieczarki. Ostatnim dodatkiem, który może zmienić nieco smak tego śniadania są pomidory, które również często łączone są właśnie z jajkami.

Wiele razy nam serwowano twaróg czy to w dzieciństwie czy jak już trochę dorośliśmy. Był to niemal podstawowy składnik w naszej codziennej kuchni. Do dziś pamiętam smak twarogu z przedszkola, który smakował mi chyba tylko wtedy. Dlaczego produkt ten jest tak ważny?  Jego tajemnica tkwi przede wszystkim w aspekcie takim, że posiada bardzo, niemal ogromne ilości białka w sobie, a jak wiadomo powszechnie – białko to doskonały budulec zarówno masy mięśniowej jak i ogólnego wzrostu.  Pierwszy problem z jakim się zetkniemy przy wyborze twarogu to  kwestia, jaki wybrać – chudy, półtłusty czy tłusty. Osobiście polecam chudy chyba, że nam kompletnie nie podchodzi w smaku to zdecydujmy się na półtłusty, bo całkowicie tłustego lepiej unikać – po co nam dodatkowe kalorie, zwłaszcza tłuszczowe.  Jeśli zdobędziemy już twaróg dochodzimy do drugiej zagwozdki – jak go przygotować? Sposoby są dwa. Albo kroimy cebulkę, rzodkiewkę, dolewamy trochę śmietany lub (lepiej!) jogurtu naturalnego, mieszamy i mamy gotowe danie.  Jest jeszcze jednak drugie rozwiązanie, które ja osobiście preferuję, gdyż powyższa opcja nie jest dla mnie smaczna, aczkolwiek wiem, że jest to dla wielu osób niemal jedyny sposób na spożycie twarogu, nie wyobrażają go sobie jeść z .. owocami. Tak, drugi sposób jest owocowy. Do twarogu dolewamy jogurt naturalny (albo dwa, zależy jaką chcemy mieć konsystencję), dodajemy sporo cynamonu i łyżkę cukru, to mieszamy i dorzucamy do owoców, jakich? To już indywidualna sprawa. Dla mnie najlepsze są truskawki, które w okresie zimowym można kupić mrożone, podobnie jak maliny, ale można równie dobrze wykorzystać i banany. Wszystko zmiksowane jest gotowe do spożycia.

Czasami nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo szkodliwe może być dla nas… picie. Oczywiście nie mam tu na myśli picia alkoholu, gdyż ten jak wiadomo z reguły jest szkodliwy i ogólnie niepolecany osobom chcącym prowadzić zdrowy i aktywny tryb życia. Mam namyśli natomiast picie codzienne. Od czego zaczynamy dzień? Najczęściej od kawy, udowodniono, że tak naprawdę kawa nie zabiera nam magnezu z organizmu, owszem tak, ale byśmy musieli dziennie pić praktycznie olbrzymie jej ilości. Zatem kluczem do powiedzmy zdrowego nawyku picia porannej kawy powinno być słodzenie jej jak najmniejsza ilością cukru lub w ogóle rezygnacji z tego nawyku, trudne, ale z korzyścią dla zdrowia. Podobnie sprawa ma się z herbatami, teoretycznie najlepsze dla nas będą zielone herbaty, które dodatkowo regulują poziom cukru we krwi – a co za tym idzie, nie jesteśmy tak często głodni słodyczy. Istnieje też wiele innych bardzo ciekawych ciepłych trunków, od takich tradycyjnych jak na przykład mięta czy rumianek po coraz bardziej popularne – yerba mate. Najgorzej jednak wygląda sytuacja, gdy albo jest gorąco albo po prostu chce nam się pić „na już”.  Sięgamy bardzo często po napoje, pełne cukru, z prawdziwymi owocami mającymi bardzo mało wspólnego albo co gorsza – po jeszcze słodsze napoje gazowane. Dla naszego organizmu najzdrowsze powinno być picie wody i to w dużych ilościach, ewentualnie soków, które można zakupić gotowe lub też samemu je przyrządzić za pomocą sokowirówki. Jeśli jednak już nie możemy się oprzeć puszce pepsi to wybierzmy tę normalną, a nie light czy zero, gdyż pijąc zwykłą colę wiemy, że zaserwowano nam dawkę cukru, podczas gdy wybierzmy tak zwaną „dietetyczną” wersję to możemy być pewnie, że nafaszerowana jest wszelaką chemią, jeszcze bardziej szkodliwą dla zdrowia niż nasz poczciwy i znany cukier.